Skała z Medalionem

,,Samotny wojownik, który nie poddał się ustępującemu lodowcowi” lub ,,dzielny strażnik spoglądający w dolinę Bobru”, tak dawniej opisywano skałę w literaturze krajoznawczej. To jedna z największych i najpopularniejszych do 1945 r. skał na Pogórzu Kaczawskim, znajduje się między Żerkowicami a wsią Skałą na zboczu Wieżycy (259 m n.p.m.) koło Lwówka Śl. Nazywano ją dawniej Schoten, Schottenstein lub Schattenstein, co dosłownie znaczy – skała cień lub cień kamienia itp. Nowa nacja nazwała ją Skałą z Medalionem, od medalionu, który był zawieszony na skale do lat 80. XX w.

Skała to ostaniec zbudowany z górnokredowych piaskowców. Od strony zbocza znajduje się w linii niższa skałka i skalne urwisko, z którymi była połączona kładką wspartą na niższej skale, po której wchodziło się na platformę widokową urządzoną na szczycie przez właściciela pałacu z Hohlstein (Skały), dużo wcześniej przed zawieszeniem medalionu. Na szczycie był wspaniały punkt widokowy na część Pogórza i pobliskie wsie. Teraz zbocze porasta las, który zasłania skałę. Na wierzchołek można obecnie wejść, wspinając się z pomocą liny. Dlatego skałę upodobali sobie początkujący wspinacze, których można tam często zastać wiszących na linach. Baszta skały w najniższym miejscu ma 12 m wysokości, w najwyższym 20,5 m. Platformę widokową stanowiła wyrównana płaszczyzna szczytu skały. Skrajem ustawiono metrowej wysokości barierki z siatki, obramowanej kątownikiem przytwierdzonym do wmurowanych stalowych słupków. W centrum wmurowano też dwa masywne ceowniki stanowiące obsadę masztu. Wymiary ceowników: wysokość 1m, boki: 22 x 8 cm, rozstaw 21 cm. Maszt o średnicy 20 cm można przytwierdzić dwoma śrubami. Obok obsady wykuto studzienkę, bez odpływu (lub jest zatkany), o wymiarach: głębokość 1 m, boki ścianek: 35 x 35 cm. W podłożu jest wmurowany reper (metalowy znak geodezyjny, osnowy wysokościowej). Na punkt widokowy wchodziło się po drewnianej dwuczęściowej kładce (długość ok. 11 m) z barierkami. W latach 50. XX w. kładkę zwalono, była już zbutwiała i niebezpiecznie było na nią wchodzić. Później miejscowi zawiesili od drzewa do podstawy masztu podprowadzoną z kamieniołomu linę, po której odważniejsi przedostawali się na skałę.

Po drugiej, północnej stronie wzniesienia znajduje się kamieniołom firmy ,,Piaskowiec” z Bolesławca. W latach 1994 – 2004 dobrze wiodło się firmie. Została przejęta (w 1994 r.) przez kielecki Exbud, a z zamówieniami nie mogła się wyrobić – Niemcy dużo budowali w zjednoczonym Berlinie. Dyrektor został namówiony przez grupę regionalistów z firmy do zaopiekowania się punktem widokowym. Wtedy przyjrzano się dokładniej skale, spisano, co jest do zrobienia, pobrano wymiary i dostrzeżono zaprawę cementową w centrum okręgu, tam gdzie był medalion. Zawieszono prowizoryczną kładkę, po której później weszli złomiarze i wycięli część barierek. Były plany odnowienia barierek platformy widokowej, były one wówczas jeszcze oryginalne i prawie kompletne, tylko bez siatki. Planowano także zrobić solidny pomost, a na oryginalnym wsporniku ustawić maszt, na którym miał powiewać baner Exbudu, a w czasie świąt flaga państwowa. W dalszej perspektywie było umieszczenie medalionu z wizerunkiem najwybitniejszego Polaka. Miejscowy zastępca dyrektora ponoć rozmawiał w tej sprawie z władzami powiatu w Lwówku Śląskim. Wkrótce jednak kielecki Exbud został sprzedany firmie ,,Skanska”, która nie była zainteresowana kamieniołomami, a udziały w ,,Piaskowcu” zbyła prywatnej firmie . Skończyło się na tym, że na zamówienie miasta Lwówka zrobiono w Bolesławcu lwówecki herb z kamienia i zamontowano go w miejsce dawnego medalionu.

Może któraś z firm kamieniarskich, np. Hoffmann, Gruszecki lub Kamieniarz, zainteresuje się pomysłem Exbudu? Zostały 3 lata do setnej rocznicy urodzin (18.05.1920) Karola Wojtyły. Społeczność powiatu a szczególnie Żerkowic i Skały powinna rozważyć pomysł umieszczenia na skale medalionu z Papieżem,  a herb przenieść na inną skałę, których nie brakuje w mieście.  Cdn.

                                                                                                                           tekst i zdjęcia Tadeusz Berestecki